czyli bobry na dzień dobry, robaki do paki, frytki-sprytki, fortele i forty, papieżopodobne kremówki, kałuże juhuu!, ze Smerfów lody, no i oczywiście Pany Barany – zebrane w jednym miejscu dla Was!

Ten wpis powstał w odpowiedzi na prośbę jednej z weekendaszkowych przyjaciółek. Dopytywała, gdzie zabrać czterolatka na pieszą wyprawę. A że nie lekceważę poważnych problemów nigdy, przenigdy (chyba, że mnie przerastają, to wtedy stosuję metodę Scarlett O’Hara, czyli przekładam sprawy na później) to oczywiście podjęłam rzuconą rękawicę i odpowiadam po wieszczowsku wpisem o tytule Trekking 44 (co na angielski tłumaczy się wprost: Trekking for 4).

Zatem – gdzie zabrać czterolatka?

Wszędzie, gdzie są lody, frytki i zimne koktajle, byle nie były bardziej oddalone od siebie niż 3 km. Mały piechur na takiej diecie potrafi zajść bardzo daleko.

Wycieczka dla 3-4 latka to duża frajda.

Musi być tylko w dobrym tempie dla malucha, czyli nie za szybko. Młody człowiek powinien mieć czas na porozglądanie się „to tu to tam”, pozrywanie kilku kwiatków lub upolowanie  paru robaków. To podstawa. Dla Ciebie celem jest trasa z punktu A do punktu B (wiem, bo też tak mam), dla bąbla celem jest powiększenie kolekcji kamyków lub schwytanie motyla. Aby przekierować dziecko na swoje cele, można faktycznie użyć podstępu z frytkami lub lodami – w tym przypadku cel uświęca środki – jak wiecie, są szkraby, co zajadają się chipsami na kanapie przed telewizorem, a nie „na trasie”, więc grzechu nie będzie. Warto mieć też w kieszeni coś, co dziecko lubi, by odwrócić jego uwagę od trudnego podejścia, lub odwlec zmęczenie o kolejny kwadrans… To wszystko jest sprawdzone po trzykroć i działa! A, i duuuuży zapas picia, bo „piciu” musi być! Nasz syn, kiedy jeszcze był wożony w foteliku rowerowym (a było to lata świetlne temu) wypijał całe hydro-zapasy – od butli odsysał się  dopiero, gdy wciągał dno. Więc pomyślcie, ile wypija dziecko, które zmęczyło się naprawdę!

Wybór tras.

Łatwo nie było, ale w tej części zdecydowałam się na 5 bardzo różnych wycieczek, które dedykuję w głównej mierze mieszkańcom Małopolski i Śląska. Wiecie, takie lokalne układziki… Pozostali muszą kierować się ogólnymi wskazówkami i potencjałem własnej okolicy, ewentualnie zaprosić Weekendaszka na przeszpiegi (…morzu nie odmówię)! Opisy są dosyć dokładne i skonstruowane tak, by każdy, nawet bez znajomości topografii i podstaw turystyki, był się w stanie odnaleźć w nowej roli, więc „starych wyjadaczy” proszę o wyrozumiałość 😉

  1. Fort’elem na lody – Zielonki pod Krakowem

trasa z Fortu nr 45 „Marszowiec” w Zielonkach do centrum Zielonek. „A” – na lody (Lodowa Chatka oferuje różnorakie mrożonki, ze Smerfów też), „B”- do Malinowego Anioła na pstrąga, pizzę czy inny zestaw dla dzieci (w weekendy trzeba rezerwować stolik!).

Idziemy łagodnym grzbietem pomiędzy polami otuliny Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie, z którego rozpościera się piękna panorama na Kraków, a przy dobrej pogodzie także na Tatry i Beskidy (już z tego tylko powodu warto!). Trasa nie jest oznaczona, ale ścieżka jest na szerokość auta, więc nikt nie zbłądzi.  Za fortem znajduje się amatorskie lądowisko zdalnie sterowanego sprzętu latającego, w dni wolne, przy ładnej pogodzie, zdarzają się ciekawe pokazy! Końcówka marszruty między domami – bocznymi uliczkami jeśli zmierzamy do Lodowej Chatki, lub chodnikiem, wzdłuż głównej drogi, jeśli do Malinowego. Powrót: tą samą drogą (km x 2) / chodnikiem wzdłuż głównej drogi z Zielonek na Bibice (dużo bliżej, ale mniej atrakcyjnie, chyba, że mamy ochotę wstąpić do parku w Zielonkach na plac zabaw) / ewentualnie autobusem  nr 267 lub 297 w okolicę parkingu jeśli zostawiliśmy auto pod  Fortem.

widok na Kraków, kopiec Kościuszki, kopiec Piłsudskiego, w tle pasmo Babiej Góry i Policy; po lewej, za drzewami Fort 45

Kiedy będą lody…, daleko jeszcze???

Zielonki polami uprawnymi stoją…

Zielonki: trasa A – 2,8km (przejście z dzieckiem ok. 1h), trasa B – 2,4km (przejście z dzieckiem ok. 50 minut), powrót dla leniwych trasa C – 2km (przejście z dzieckiem ok. 40 minut)

  1. Dla matek, dzieci i … – Ojców

Przepiękna, wręcz baśniowa wycieczka prowadząca przez wyjątkowo różnorodny krajobraz – od Doliny Sąspowskiej po wspinaczkę na wapienne skałki, poprzez żeremia bobrów i ruiny zamku… Czy nie brzmi to imponująco!? Część szlaku wytyczona jest z dala od tłumów, w otoczeniu dzikiej przyrody  (psy koniecznie na smyczy, to teren parku krajobrazowego i są kontrole), część zaś Ojcowskim deptakiem, gdzie szpilki, futra i skóry również się widuje na wybiegu (w końcu, gdzieś je trzeba przewietrzyć, by mole nie zżarły…). Ma to jednak ogromną zaletę – leśna część trasy pozwoli dziecku zapoznać się z urozmaiconym krajobrazem, natomiast komercyjny odcinek wycieczki dostarczy całej rodzinie wrażeń gastronomicznych i ekonomicznych, bo można upolować coś smacznego, niestety  w odpowiednio wysokiej cenie i lepiej się na to wcześniej przygotować.

Jura jest najlepsza w tygodniu, gdy nie ma na szlakach hord uprawiających rodzinne, weekendowe kłótnie. Jeśli jednak nie macie ku temu warunków, wstańcie w niedzielę wcześniej i zaraz po śniadanku hop na skałki albo na bobry 😉

Trasę można modyfikować. W pobliżu jest wiele miejsc, do których warto zboczyć, więc śmiało, bo jeden dzień na Ojców to za mało. Zostają jeszcze inne Dolinki, jaskinie, czy skałki, jak np. Dupa Słonia 😉 Oj, jest gdzie schodzić buty!!!

Dystans 4,8 km, czas ok. 2h (bez przerwy na jedzenie, w miarę rytmicznym, ale tempem dla dziecka).

Zamek w Ojcowie

Ojców

Ojcowski Park Narodowy

tędy na bobry – sekretna mapa

  1. Na „papieską górkę” i kremówkę – Leskowiec/ Jaworzyna/ Groń Jana Pawła II

Beskid Mały, jak sama nazwa wskazuje, świetnie się nadaje dla najmłodszych, a Leskowiec jest ważnym węzłem turystycznym i świetnym punktem widokowym. Szczyt, który został potocznie nazwany „papieską górką” (od 2003r oficjalna, urzędowa nazwa to „Groń Jana Pawła II”) nie miał szczęścia do kartografów i wielokrotnie zmieniał nazwy, aż do dzisiejszej, gdyż Wadowice blisko, a Karolek po górach chadzać miał w zwyczaju  już od małego, więc po Leskowcu też ganiał i wszystko jasne.  Jak przystało na papieską górkę, na szczycie znajdziecie i schronisko, i kaplicę, i funkcjonujący bar do którego zdarza się długaśny ogonek po naleśniki i inne „górskie” dania, i punkt widokowy, i jagody jeśli zboczycie trochę z trasy. W okolicy, oprócz Wadowic i papieskich kremówek, które, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, już takie papieskie  nie są, tylko… Gesslerowe, jest jeszcze kilka punktów wartych zahaczenia w drodze powrotnej: zapora w Świnnej Porębie i sam Zalew Mucharski, który raz to jest napełniony wodą, a raz nie, bo lada moment znowu mają wyciągnąć z dna korek i spuścić całe jezioro do Bałtyku; Sucha Beskidzka ze Starą Karczmą, w której Pan Twardowski diabła przechytrzył, Kalwaria Zebrzydowska z dróżkami pątniczymi, zaczarowana Lanckorona (więcej o tym uroczym zakątku tu: Lanckorona – miasto aniołów).

Najkrótsza trasa prowadzi czarnym szlakiem z osiedla Jagódki w Rzykach, ale możecie tam napotkać problem z parkowaniem. Pamiętajcie, że wówczas lepiej podejść do gospodarza i poprosić o zgodę na zostawienie samochodu na podwórku, niż incognito tarasować przejazd. Wszyscy lepiej na tym wyjdą.

My natomiast zdobywaliśmy Leskowiec od strony Tarnawy, szlakiem niebieskim, bardzo atrakcyjnym, ale dłuższym, dlatego dobierzcie wycieczkę do kondycji dziecka, ewentualnie do kondycji „barana”.

Dystans w obie strony (szlak czarny) –  6 km, czas ponad 3 h (bez przerwy na jedzenie, w miarę rytmicznym, ale łagodnym tempem).

motyle – punkt obowiązkowy każdej dziecięcej wyprawy

nasze serca też są czarne 😉

tędy na papieską górkę…

  1. Myślę „miło” – Myśle„nice”

Warto czasem odłączyć się od wyścigu, by zauważyć, że dwa kroki dalej życie toczy się inaczej, spokojniej, bardziej malowniczo. Tak jest właśnie z Myślenicami, do których wpada się wprost z Zakopianki, ale trzeba być czujnym, by nie prześmignąć zjazdu na Zarabie ;-). Ze względu na współfunkcjonowanie dwóch światów, tego „deptakowego”, „kurortowego” i tego leśnego, Myślenice przypominają wycieczkę do Ojcowa, ale podejście na Chełm jest o wiele bardziej wymagające, bo płaskich odcinków jest niewiele. Oczywiście można odwrócić trasę i najpierw podjechać wyciągiem, a zejść pieszo, ale po co iść na łatwiznę? My polecamy w górę nogi, w dół też nogi, ewentualnie zjazd kolejką krzesełkową. Ciekawostka – zbocze góry to mekka downhillowców, czasem można ich spotkać skaczących i rozpędzonych, więc nasłuchujcie, czy coś nie napier…. na rowerze ze szczytu! Na górze oczywiście i bar, i polanka widokowa, i dalsze trasy. Na dole, wzdłuż koryta Raby, prawdziwy raj dla dzieci, place zbaw, lody, frytki, płytka rzeka – zaplanujcie wyjazd na cały dzień i ładną pogodę, bo będzie co robić! A, ważna informacja praktyczna. Lepiej zostawić samochód na końcu ul. Parkowej, przed rozwidleniem na dwie jednokierunkowe jezdnie, bo tam właśnie zaczyna się zielony szlak pieszy (trzeba go dobrze wypatrywać wśród drzew, potem już jest łatwiej). Dzięki temu skrócicie sobie trochę marszrutę. Ale pod wyciągiem też jest duży parking, więc „róbta, co chceta” i bawta się dobrze.

Długość w obie strony – 7,8 km, czas ok 4h (bez przerwy na jedzenie, w miarę rytmicznym, ale łagodnym tempem).

W drodze na Chełm

Relaks nad Rabą, Myślenice Zarabie

kto na Chełm, to tutaj

  1. Oswajanie Pilska – Korbielów – Przełęcz Przysłopy

Pilsko to piękny szczyt, który daje to nieuchwytne poczucie satysfakcji i zwycięstwa, dlatego nie rezygnujcie z trudniejszych wypraw, tylko dlatego, że macie dzieci. Zabierzcie je na rozgrzewkę do Przełęczy Przysłopy.  To krótka wycieczka, ale jednostajnie nachylona, więc może zmęczyć, zwłaszcza, że w mokrym sezonie strumień zlewa się na kamieniste podejście i w pewnym momencie już trudno jest nad nim przeskakiwać… Ale dla dziecka, to też zabawa. Uwaga tylko, by nie poślizgnęło się na mokrych kamieniach i nie skręciło nogi.  Przy głównej drodze jest parking, od niego kawałek idziemy asfaltem, a potem już dzikość, dzikość, dzikość i mało ludzi, co ja akurat bardzo na trasach lubię – w górach musi być słychać ptaki!

Długość w obie strony – 4,6 km, czas ponad 2h (bez przerwy na jedzenie, w miarę rytmicznym, ale łagodnym tempem).

patrzymy pod nogi, żuki chodzą tymi samymi szlakami ;-)

patrzcie pod nogi – żuki chodzą tymi samymi szlakami 😉

Przełęcz Przysłopy

a tu do Przełęczy Przysłopy

Kolejne trasy

To w następnym odcinku. A w nich między innymi – Zdobywanie Pilska i Pieniny jak maliny, więc znowu będzie „na bogato”. A tymczasem pora na podsumowanie.

Najważniejsze:

– dobre ubranie, czyli na cebulkę, buty koniecznie z membraną, dziecko i na pustyni znajdzie kałużę!

– rezerwa czasu na kwiatki, motyle i robaki, można zabrać mały woreczek na kolekcję kamieni (motyle się poduszą)

– dużo wody, a jeszcze lepiej bardzo dużo wody

– drobne smaczki-przekupiaczki (nie dajemy dziecku wszystkich od razu, chyba, że sami chcemy już wracać)

– cel: frytki, lody, ewentualnie inne ulubione danie (szczerze przyznam, że nie wiem, jak się motywuje niejadki… chyba się je głodzi przez tydzień, albo się obiecuje, że nie będzie musiało jeść obiadu?! Jak macie swoje tricki na niejadka – śmiało, podsyłajcie, lub piszcie w komentarzach, trzeba sobie pomagać)

– trasa ciekawa, nie za długa, max 10 km, a najlepiej do 6-7km (odpowiednio zmotywowany 3 latek jest w stanie przejść na własnych nogach prawie 6 km, bez wcześniejszego treningu, a potem jeszcze szaleć na placu zabaw)

– nauczcie dzieci, żeby nie hałasowały w górach (generalnie ogólnie w lesie), dobra zabawa to jedno, a umiejętność odnalezienia się w danym środowisku, to drugie – róbcie krótkie przerwy na wygłupy, ale nie zachowujcie się przez całą drogę, jak w wesołym miasteczku; wypatrujcie śladów zwierząt, nasłuchujcie ptaków, mówcie innym cześć, albo dzień dobry – to bardzo oldschoolowe, ale wytrawni traperzy docenią takie gesty, a maluchy poczują się „przyjęte do klubu” ;-).

***

Nie powinnam tego pisać, bo Was źle zmotywuję, ale… Jeśli nie ufacie swojej pociesze wystarczająco, możecie zabrać ze sobą Barana, który „doniesie” dzieciaka… Gorzej, jak się młode pokapuje, że jest taka opcja, to samo nie polezie, więc  – mimo wszystko, ostrożnie z tymi baranami…

Powodzenia Dzielne Dzieci i Wy, jeszcze dzielniejsze, Barany 😉 !!!
I – nie oszczędzać się!!!