Są na tym świecie miejsca jedyne w swoim rodzaju. Takie, które poleca się innym nie w celach reklamowych, by wspomóc biznes właściciela, ale po to, by przywrócić wiarę w ludzi i w sens przyzwoitej pracy z zaangażowaniem i radością.

Są takie miejsca, ale niestety jest ich mało i dlatego każde z nich jest na wagę złota.

One pokazują, że da się inaczej! Że da się lepiej! Że da się z pasją i satysfakcją!

Tak bardzo przywykliśmy do tego, że nasze dzieci uczęszczają do szkoły „z musu” i wychodzą wcześnie rano z nosem zwieszonym na kwintę, jakby dziedziczyły po nas wstręt przed tygodniem pracy, że przestaliśmy już wierzyć w to, że wychowanie młodego pokolenia da się robić dobrze, a pobyt w przedszkolu czy szkole może być źródłem radości zarówno dla malucha i rodzica, a nie mieszaniny lęku i wyrzutów sumienia kołatających się w głowie zaraz po zatrzaśnięciu za dzieckiem drzwi…

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że w dziedzinie edukacji jest dużo do zrobienia. Powiem wręcz, zbyt dużo, jak na jedno pokolenie i że żal mi naszych zmarnowanych dzieci. Tak – zmarnowanych! Bo szkoła nie uczy pasji, nie uczy zaangażowania, nie uczy samodzielności ani nie rozwija indywidualnych predyspozycji.  Szkoła jest instytucją przyjazną systemowi, ale wrogą dziecku – a to ociera się o nadużycia i patologię. Gdy uczniowi źle idzie, szkoła w pierwszej kolejności wini „dom” za brak pracy z dzieckiem… I chociaż moja szkoła była szkołą zakłamanej historii (pytanie, czy dziś faktycznie i szczerze odkłamuje się historię???), to nie odebrała mi pasji i radości bycia dzieckiem, a czas spędzony w podstawówce wspominam i z czułością, i z szacunkiem (teraz macham wirtualnie do swojej szkoły zastanawiając się, gdzie się zapodziała moja piękna, szkolna tarcza??? Muszę poszukać!!!)…

Nie wylewajmy jednak pomyj na całą oświatę, bo są ludzie z sercem do tego co robią, a przerażające jest tylko to, że to wyjątki, a nie standard! Doceniajmy tych, którzy tworzą takie miejsca  jak podstawówka z moich wspomnień, czy Kubisiowy Ogród. Żeby mieli sygnał, że warto, że to widać, że to procentuje! Bo są to miejsca, w których dziecko jest dzieckiem, a opiekun opiekunem. W których jest miejsce na radość, na zabawę, na naukę, na przyjaźń! Gdzie za zamkniętymi drzwiami słychać śmiech, a nie płacz i krzyk…

Bo tylko człowiek z pasją do tego co robi, zainteresuje i pociągnie za sobą młodych! I żadne programy, reformy i inne rewolucje tego nie zmienią…

Dlatego dziękuję Pani Asi, wizjonerce, tworzącej dzień po dniu Kubisiowy Ogród, za jej zaangażowanie w prowadzeniu tego fantastycznego miejsca i za szacunek do każdego, nawet najmłodszego! Brawa i gratulacje też dla całego zespołu, a zwłaszcza cioci Eli i cioci Natalki za ich nieoceniony, wychowawczy wpływ na niesforne latorośle i słynne powiedzonka typu „Ty jesteś Staś, Ciebie się pytam?”; dla cioci Anety za jej wielkie serducho, które przyjacielsko wita małe buzie, zwłaszcza wtedy, gdy  trudno rozstawać się z mamą… Poprzeczka podniesiona bardzo wysoko!

Kubisiowy Ogród – chapeau bas!

***

I, kiedy kontempluję przepaść pomiędzy tym jaką mamy edukację, a tym, jaką moglibyśmy mieć, bo widać, że się da, to ściska mnie w żołądku na myśl o pierwszym września… Was też?