Za rok setna (oj, będzie hucznie!) rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości.

Czy to wystarczająco dużo, by wiedzieć na czym owa „niepodległość” dokładnie polega i czym jest, by ją należycie docenić i chronić? A może to wręcz zbyt długo i zdążyliśmy się zagubić w bełkocie, kto „kocha” bardziej, w tym polsko-polskim pojedynku na naszą i na waszą wolność…

Nasza narodowa wada polega na tym, że szybciej uczymy się kłótni niż zgody. Że nauczono nas zbiorów, ale nie pokazano już, jak szukać ich części wspólnej, że wyedukowano w dyskusji, ale już nie w dialogu… Nasze święto – Wasze święto, a wolność gdzieś pod stopami…

W całych tych pięknie obchodzonych rocznicach brakuje przestrzeni do dialogu, do rozmowy, do współpracy, do wzajemnego szacunku, do bezpieczeństwa. A bez tego „powietrza” niepodległość staje się pustym sloganem.

Dla mnie niepodległość jest wartością zbiorową, stałą niezależną od wewnętrznych różnic. Jest siłą, nie słabością. Ale siłą budowaną na bezpieczeństwie i zrozumieniu.

I dlatego też oddaję dziś głos ludziom w różnym wieku, o odmiennych poglądach, doświadczeniach, których łączy jedno, są Polakami i mówią, jak w czasach Europy bez granic i globalizacji rozumieją słowo „niepodległość”.

Niepodległość – czym jest dla Ciebie?

10 dekad  – 10 różnych głosów (każda osoba urodzona w kolejnym dziesięcioleciu po 1918 roku)

1918-1927 „To zapewniony spokój i byt”

1928-1938 „Nikt już nic nie dyktuje”

1938-1947 „Radość, że mogę być wszędzie, ale zawsze i w każdej chwili mogę wrócić do siebie”

1948-1957 „Niepodległość – niezależność, „podniesiona głowa”, radość, choć w tamtych czasach na pewno nie wszędzie (chociażby Śląsk musiał czekać do plebiscytu). Dla mnie – to dopiero rok ’89 i szeroko pojęta swoboda: mogę jechać gdzie chcę, słuchać czego chcę (nikt mi nie mówi „ścisz radio”, „przełącz stację, bo z tego mogą być kłopoty”), czytać co chcę („uważaj z taką lekturą”) i wypowiadać głośno własne zdanie. Niestety, mam obecnie wrażenie, jakby ktoś znowu chciał mi ograniczyć tą moją niezależność i to mnie frustruje, i po prostu wkurza. Wracają uczucia z młodości…”

1958-1967 „Wysiłek, walka i wyrzeczenie”

1968-1977 „Dla mnie niepodległość to wolność narodu w rozwoju i realizacji wspólnych celów, nie zakłócona z zewnątrz (choć tak na marginesie obecnie zagrozić jej może najbardziej wpływ z wewnątrz :(((„

1978-1987 „Wolność, odpowiedzialność, jedność w proporcji 3:2:1”

1988-1997 „Wszechobecny język polski”

1998-2007 „Wykształcenie się tożsamości narodowej. Trud Polaków i 123 lata walki o wolność pomimo niepowodzeń powstań.”

2008-2017 „Niepodległość to bardzo ważna sprawa, znaczy że mamy nasz własny kraj”

Pięknie?

***

Na zakończenie ciekawostka.

Obserwuje się obecnie wzmożone ruchy decentralizujące, łącznie z rozbiciem stabilności światowej sceny geopolitycznej i wini się za to – naszą cywilizacyjną dumę, czyli wielokulturowość. Równocześnie wzmacniają się mniejsze ośrodki społeczne, jak chociażby wspólnoty religijne, grupy etniczne, czy państwowe. Wśród analityków pojawiają się porównania dzisiejszej Europy do Cesarstwa Rzymskiego, które nie przetrwało analogicznych przemian i dało początek nowej epoce zwanej… średniowieczem („Miasta w nowym średniowieczu”, praca zbiorowa, red. Grzegorz Lewicki). Podobno dziejowe przemiany zachodzą na naszych oczach i od rządzących w dużej mierze zależy, jak przetrwamy te czasy my i cywilizacja, którą znamy. Do przewrotu dojdzie na pewno, pytanie  tylko, jak daleko idące będą to procesy! I nie jest to żadne straszenie. A mając na uwadze, że przemiany społeczne i technologiczne zachodzą dziś szybciej niż kilkanaście wieków temu, warto się pochylić nad problemem… Bo wygląda na to, że stoimy nie u progu nowej epoki, określanej jako neomediewalizm, a już na pierwszym jej stopniu…

To tak przy okazji narodowego święta.