Wybitny krakowski psychiatra prof. Antoni Kępiński powiedział, że „u młodych samobójstwo jest wołaniem o pomoc, u starszych już tylko wołaniem o śmierć”, dlatego zachęcam, by przeczytać ten nieco trudniejszy wpis do końca! Nie dotyczy mnie, Ciebie, to nie znaczy, że nie  dotyczy kogoś, kogo znasz. Możesz nawet o tym nie wiedzieć!

Nastolatka umiera w niejasnych okolicznościach. 3 miesiące wcześniej publikuje na blogu tekst „Samobójcy nie toną w ciszy”, do którego zainspirowały ją filmiki z topiącymi się dziećmi (dziecko tonie, a dwa kroki dalej ktoś stoi i nie widzi, nie wie, że to nieudolne machanie rękami, to nie zabawa, tylko ostatni dance macabre). Brzmi jak scenariusz filmu. Ale to życie.

Też się kiedyś topiłam, sto lat temu, tym niemniej pamiętam, jak to jest.  Machałam rękami jak szalona! Ale kiedy się topisz, to rzucasz się, jak ryba na patelni. Nie chcesz tonąć, ale toniesz. Czekałam, aż ktoś mi pomoże, wezwie ratownika, czy coś, bo w koło było pełno ludzi… Ale nic. Kiedy w końcu dotarłam na brzeg, to tylko jeden człowiek się spytał, co się stało, że tak dziwnie trzepałam rękami… Tyle. Tak to wygląda z zewnątrz, kiedy się topisz…. Jak trzepanie skrzydłami…

Ludziom się wydaje, że w życiu jest jak w kreskówkach –  topielec ma dużo czasu: zdąży zadzwonić po ratownika, zawołać pomocy, wstrzymać fale… Nic z tych rzeczy… Tonący nie woła…Tonący trzepocze… Ale tylko do czasu. Samobójca również…

***

Niestety dziewczyny dziś już nie ma. Mojego sąsiada też już nie ma… Brata koleżanki też nie… Ani chłopaka znajomej … Ani syna lekarki… Ani czyjegoś wujka… I jeszcze kilku innych osób… Nie ma ich. Wysiedli z życia. Było im nie po drodze?

Co łączy tych wszystkich, którzy nie chcą się już bawić w życie? Czy szukali wcześniej pomocy? Jakie dawali sygnały? Próbowali zwrócić na siebie uwagę? Czekali na cud?

Jak to wygląda „z zewnątrz”, kiedy nie potrafisz już żyć, kiedy masz problemy sam ze sobą? Jak trzepocze przyszły samobójca wyczekujący jeszcze pomocy?

Bo samobójstwo się planuje. To nie jest akt pijackiej desperacji. To nie jest wypadek. Nagła wizja.

To plan, w którym nikt nie przeszkodził… 

Niestety, takie rzeczy się dzieją i warto mieć świadomość skali problemu.

Może zdążycie komuś „przeszkodzić”. Może pomożecie zmienić czyjś plan… Wg profesora Brunona Hołysta do samobójstwa dochodzi, kiedy następuje zazębienie stresogennej sytuacji i osobniczych skłonności samobójczych. Człowiek zwyczajnie traci cel i sens.

***

Potencjalny samobójca to:

– osoba z problemami natury zdrowia psychicznego i somatycznego (depresja, schizofrenia, choroby przewlekłe, nieuleczalne, stale towarzyszący ból, niektóre organiczne choroby mózgu, stany pourazowe)

– osoba w trudnej sytuacji rodzinnej lub ekonomicznej (rozstanie, odrzucenie, brak zrozumienia, wysokie wymagania otoczenia, niska samoocena, kłopoty finansowe, zawodowe, kłopoty z prawem)

– osoba po traumatycznych wydarzeniach.

Symptomy ostrzegawcze:

– obniżenie nastroju, przygnębienie, smutek,

– zaniedbanie wyglądu zewnętrznego,

– utrata apetytu, zaburzenia snu

– wycofanie z życia towarzyskiego, izolacja społeczna

– rezygnacja z dotychczasowych zainteresowań

– pilne uregulowanie swoich spraw (np. sporządzenie testamentu), rozdawanie cennych przedmiotów

– publiczne wypowiadanie się na temat własnej śmierci (wizje, fantazje)

– wzrost agresji i napięcia wynikające z poczucia bezradności.

Jak reagować, jak pomagać:

okazuj szczere zainteresowanie – próbuj słyszeć, nie tylko słuchać, widzieć, nie tylko patrzeć – osoby o obniżonej „odporności na życie” są bardziej wrażliwe i szybko wyczują fałsz i nieszczere zainteresowanie

nie nękaj „mądrymi” radami typu: „dasz sobie radę” i „weź się w garść”, „inni mają gorzej, przesadzasz…” – ten, komu jest ciężko, nie podźwignie się po takiej dawce motywacji, wręcz przeciwnie, poczuje się jeszcze bardziej bezradny i „do niczego”…

zainicjuj telefon zaufania lub wizytę u specjalisty, np. psychoterapeuty, ale bardzo dyskretnie.  Lepsza jest „przypadkowa” ulotka, niż ostentacyjne „wysyłanie” do lekarza, pod warunkiem, że nie jest już za późno na taką delikatność… Wybierz osobę, która ma doświadczenie i dobry kontakt z pacjentami.

sprowokuj poczucie odpowiedzialności za coś lub kogoś, czyli wygeneruj „cel” (dziecko, własne zwierzę, zadanie zaspokajające jakąś społeczną, czy rodzinną potrzebę)

bądź cierpliwy w kontakcie, czasem myśli samobójcze mijają, ale zanim przejdą ważna jest każda bliska osoba

– podczas wspólnych chwil dostrój swoje tempo do potrzeb drugiej osoby. To świetny czas na studium przypadku, a zarazem piękny gest mówiący, że Ty czekasz na tą osobę, że dajesz jej tyle czasu ile potrzebuje, że Ci na niej zależy i nie musi się spieszyć „ze zbieraniem się do kupy”. Ważne, że w ogóle jest.

***

Wszystkie informacje i wskazówki przygotowane są w oparciu o merytoryczne źródła (artykuł prof. Dominiki Dudek z Kliniki Psychiatrii Dorosłych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie na portalu poświęconym psychiatrii, artykuł psycholog Pauliny Stolorz na portalu abc Zdrowie, artykuł Magdaleny Kostrzewy, pedagoga resocjalizacji, bazujący na badaniach kryminologa, profesora Brunona Hołysta).

Gorąco zachęcam profesjonalistów (psychologów, terapeutów, psychiatrów) do wyrażania swoich opinii w temacie i dzielenia się doświadczeniem. Czasy są takie, że najłatwiej informacji i rady szukać „anonimowo” w Internecie,  dlatego wierzę, że warto budować wiarygodny i kompetentny przekaz, aby Ci, co potrzebują pomocy, dostali ją i to dobrej jakości. 

Przygotowując się do tego materiału przejrzałam również komentarze pod artykułami, z których korzystałam.Większość z komentarzy piszą ludzie szukający pomocy lub grupy wsparcia, czyli innych osób zmagających się z podobnym problemem licząc na zrozumienie!!! Piszą, że nie mogą spać, nie mogą wyjść z domu, nie widzą sensu… Czuć tą obezwładniającą niemoc wręcz fizycznie. Ale coś, co poraża mnie najbardziej, to że w tym anonimowym krzyku jest jakieś oczekiwanie na cud, dziecięca wręcz wiara, że zdarzy się coś, co przywróci im chęci do życia. Tak jakby resztkami sił mówili „Bardzo chcę żyć, ale nie umiem…”

***