Wyobraź sobie, że nigdzie się nie śpieszysz, niczego nie rezerwujesz, nie organizujesz! Że podążasz tylko i wyłącznie za rytmem swojego serca… Wyobraź sobie i uwierz, że to możliwe. Bo szczęścia nie można kupić, ale można je samemu sobie podarować. Albo wymieniać za uśmiechy! A to niezwykle szlachetna waluta! To dzięki niej nasza „podróż za jeden uśmiech” zmieniła się w wielo-uśmiechową wyprawę za grosze!

Zazwyczaj podziękowania umieszcza się na końcu, ale w naszej przygodzie, są one kluczem do jej zrozumienia, dlatego koncentruję się głównie na nich!

Dziękujemy Bieszczadom, że są! Po wielkomiejskim gwarze, to prawdziwy detoks. Bieszczady, to takie Beskidy, tylko, że z większym rozmachem…

Widok na góry, na Połoninę Wetlińską, niebo zachmurzone.

Połonina Wetlińska

Dziękujemy Ozzy’emu, naszemu sznaucerowi, że jak spadł z 10-cio metrowego urwiska, to się nie połamał i mogliśmy dalej ruszać w trasę, a nie do weterynarza. 

Widok na urwisko skalne, w tle na szczycie zaparkowany samochód i dużo drzew, w dole zielonkawa woda.

Jezioro Solińskie.

Dziękujemy pani Jolancie z mężem za szczerą i bezinteresowną gościnność w najpiękniejszym zakątku Jeziora Solińskiego. Tacy przygodni znajomi przywracają wiarę w ludzi! 

Widok na plażę i brzeg jeziora.

Jezioro Solińskie

Dziękujemy Panu Leśniczemu, że gdy nas przyłapał na noclegu nad rzeką, to tylko grzecznie i z uśmiechem przestrzegł przed czającymi się w gęstwinie niedźwiedziami i wilkami, ale ich na nas nie napuścił, dzięki czemu dożyliśmy do rana… (ja po cichu dziękuję, że się nie pojawił 10 minut wcześniej, gdy zażywałam dzikiej kąpieli…) 

Kamienista rzeka, w tle wysokie, gęsta drzewa i napis "zwolnij niedźwiedzie".

Rezerwat Sine Wiry przełomem rzeki Wetlinki.

Dziękujemy campingowi Górna Wetlinka za ogromną uprzejmość gospodarzy i niezapomniane warunki noclegowe u podnóża Połoniny Wetlińskiej!

Widok ze szczytu góry na camping u podnóża.

Widok z Połoniny Wetlińskiej na camping – ten mały, biały punkcik w centrum to Weekendaszkowy kamper!

Dziękujemy Połoninom, że jak wiało, to nas nie zwiało z grzbietu, a mogło…

Widok na Połoninę Wetlińską, na pierwszym planie mężczyzna chwiejący się od wiatru.

Połonina Wetlińska

Dziękujemy naszym bezalkoholowym napojom za poranne łyki o orzeźwiającej temperaturze nocy, a pasztetom i konserwom za smak prawdziwej turystyki. 

Metalowy kubek z kawą postawiony na kamieniu na brzegu jeziora.

Jezioro Solińskie

Dziękujemy dziewczynie ze sklepu z pamiątkami, że przełamała swoją nieśmiałość i opowiedziała legendę o błąkających się bieszczadzkich duszach…

Ozdobny drewniany portal - wejście na stary cmentarz.

Brama cmentarna, pozostałość po wysiedlonej po II Wojnie Światowej wsi Beniowa.

Dziękujemy pustelnikom, zakapiorom i artystom: Andriejowi, Michałowi i wielu innym…, za to, że współtworzą endemiczny krajobraz, za ich swobodę, muzykę, rzeźbione figurki i domy na wodzie… 

Domek - tratwa na jeziorze.

Jezioro Solińskie

Dziękujemy żubrom, że wyszły z lasu dowodząc wyższości szczęśliwego przypadku nad najdoskonalszym planem!

Dwa dorosłe żubry stojące na łące, na tle lasu.

Żubry przy drodze w Mucznem.

Dziękujemy nieszczęśliwemu Brazylijczykowi z jego polską żoną, że zapuścił się w najdalszy skrawek naszego kraju, tak daleki, że już bardziej się nie da i na wiadomość, że to nie Polańczyk, pokazał nam w praktyce, czym jest brazylijskie zdziwienie

Uzdrowisko Polańczyk, widok na przystań jachtową, skwerek nad wodą, drzewa.

Uzdrowisko Polańczyk.

Dziękujemy naszemu najstarszemu synowi, że się nieco „ustatkował” i ostatecznie nie musieliśmy go odbierać z obozu w trybie pilnym…

Czołg T-34.

Czołg T-34, znany też jako Rudy 102.

Dziękujemy dziadkom, że opanowali wszystkie swoje obowiązki plus dwie dziewczynki, z których każda chciała rządzić… (a dziewczynkom też, że dały nam wolne) 

Rzeka, kamienisty brzeg i kobieca postać idąca po kamieniach.

Rezerwat Sine Wiry przełomem rzeki Wetlinki.

Dziękujemy złamanej niedawno nodze mojego męża, że wytrzymała! Że dała radę tym wszystkim kilometrom! 

Rozległa polana i pośrodku stara lipa. Skrajnie fragment mapy z trasami w Bieszczadach.

Teren wysiedlonej wsi Beniowa, widok na starą, ponad 200 letnią lipę.

Dziękujemy naszemu poczciwemu Jumpy, że zgodziło się wozić dwie kanadyjki zamiast materiałów budowlanych i wdzięcznie transformowało w bodajże najmniejszy, a najbardziej wytworny kamper wszechczasów – nawet w skrajnie niesprzyjających warunkach pogodowych!

Samochód dostawczy przerobiony na kamera, zamocowane zadaszenie typu żagiel, pod nim stolik turystyczny, grill, suszący się ręcznik

Cypel Werlasu.

Dziękujemy Stacji Winiarskiej Michałowice za porzeczkowy zawrót głowy, który niestety tylko kilka dni podróżował z nami pogłębiając moje wzruszenie i to bynajmniej nie ramion 😉

Widok na korzenie drzewa wystające ze skarpy, w tle jezioro i pływający jacht.

Jezioro Solińskie

Dziękujemy wodzie, że zachowała równowagę i starała się być na swoim miejscu, a nie tak, jak ostatnim razem w Bieszczadach, gdy po kilku dniach nie było już czego przemoczyć… 

Sznaucer płynie w błękitnym kajaku, wkoło szmaragdowa toń jeziora.

Jezioro Solińskie

I na końcu (last, but not least) dziękujemy gwiazdom, że się skonfigurowały tak jak się skonfigurowały i wszystko świetnie się udało! 

Wysokie trawy i kwiaty prześwietlone zachodzącym słońcem.

Bieszczadzkie łąki.

A jako podsumowanie wyprawy – kilka ważnych wskazówek, dzięki którym Wasza zabawa nie będzie utrapieniem dla innych…

  • Gdziekolwiek jesteś – nie śmieć! Wystarczy zwykła reklamówka po zakupach, by do niej wkładać resztki.
  • Nie załatwiaj swoich potrzeb, tam gdzie Cię dopadną, jak zwierzątko! Czyjś ogródek, czy krzaczek to nie twój szalet…  Warto wozić ze sobą saperkę – wykopać dołek, zasypać dołek. Tak, za przeproszeniem, zasranego wejścia do wody jak nad Jeziorem Solińskim jeszcze nie widziałam – jakby ludzie tracili bobki idąc pływać…
  • Przywiozłeś/przyniosłeś/przypłynąłeś ze sobą kilka puszek piwa – nie zostawiaj ich tam, gdzie je opróżniłeś. Aluminium jest lekkie, dźwigałeś piwo – dźwigniesz i pusta puszkę! Zwłaszcza jeśli dostarczyłeś dwie zgrzewki jachtem…
  • Zabierz ze sobą podstawowe artykuły spożywcze i sanitarne – szkoda czasu na codzienne wycieczki do marketów, to nie po to masz wakacje.
  • Nie zżymaj się na wysokie ceny w małych sklepikach na końcu świata. One w sezonie muszą zarobić na cały rok… Czy chciałoby Ci się jechać 30 km dalej po chleb i wodę mineralną, albo kiełbasę na grilla?
  • Trudne sprawy załatwiaj z uśmiechem, grzecznie i zawsze „w dobre” – generalnie ludzie lubią być pomocni i lubiani, każdemu należy się szacunek, a większość osób z dobrych relacji czerpie dużą satysfakcję.
  • Nie katuj malutkich, kilkumiesięcznych dzieci forsownymi wyprawami. Niemowlę to taki wynalazek, który musi mieć bezpiecznie i komfortowo. Nie dla nich wysokie szczyty i nagłe burze! Na śliskich kamieniach i w strugach deszczu lepiej nie schodzić z dzidzią na rękach. Są warunki, w których żarty się kończą.
  • Uważaj na psy. To znaczy dowiedz się, czy możesz podróżować ze swoim czworonogiem. Większość polskich Parków Narodowych zezwala na prowadzenie psa na smyczy, ale nie Bieszczadzki! Tam jest wyraźny zakaz wchodzenia na trasy z psem, a poza trasami już w ogóle i bez wyjątków… Nie ma nic zabawnego w wyglądaniu strażników zza każdego zakrętu, a kojców na przechowanie zwierzaków też nigdzie nie ma…
  • A ostatecznie – pozwól sobie na odrobinę nonszalancji. Etykieta i sztywne zasady są wrogami dobrego humoru, a weekendaszkować na smutno się nie godzi!

Udanych podróży!

Zielony, bukowy las, pomiędzy drzewami kamienisty strumyk spływający z gór.

Czarny szlak na Połoninę Wetlińską.

Bo pusta kieszeń to nie przeszkoda,
 a najważniejsza jest lekka głowa!

 

Jeśli interesują Cię też inne pomysły na wakacje anty all inclusive, to polecam: 

KAJAK

TREKKING

3 sposoby na… wakacje anty all inclusive