Wiecie co chciałam zrobić przed świętami?

Wszystko – dosłownie wszystko!

– pomalować spiżarkę i korytarz,
– udekorować dom,
– pomyć okna,
– upiec 100 ciasteczek, a gdzie tam! 100 już upiekłam dwa tygodnie temu – 1000!,
– kupić stos prezentów,
– skończyć projekty (nawet te, których jeszcze nie zaczęłam),
– spłacić wszystkie długi,
– uratować świat,
– dać coś biedniejszym,
– wysłać 50 kartek z życzeniami,
– znaleźć pięć stówek, które pewnie dawno wydałam, ale wciąż szukam ich po kątach,
– nauczyć dziecko grać kolędę,
– wyszorować tapicerowane fotele,
– namówić psa, by wycierał łapy z błota,
– sprzedać dom,
– zrobić zakupy przed wszystkimi bez kolejek,
– wykonać zapierające dech w piersiach ozdoby, wrzucić je na Pinterest i przed zaśnięciem obserwować, jak całe zachodnie wybrzeże USA wchodzi na moją tablicę,
– pomóc dziecku w zalewaniu aromatyzowanych świeczek idealnych na gwiazdkowe prezenty,
– obdzwonić z dobrym słowem wszystkich znajomych,
– odwiedzić całą rodzinę i wszystkie groby,
– umyć lodówkę,
– kupić pochodnie na Sylwestra i uzgodnić menu z cateringiem i gośćmi,
– dograć noworoczne terminy,
– zmienić pościel,
– zrobić pranie roku i porządek w szafach,
– nagrać kilka kolęd i zmajstrować świąteczny teledysk z życzeniami
– pobiegać parę razy, żeby zmieściły się świąteczne placki,
– zafundować sobie paznokcie, takie na biało, jak Chodakowska (jeszcze z kiczowatą, brokatową mgiełką), by nikt się nie zorientował, że muszę pracować,
– przystrzyc chłopakom włosy, by się pięknie prezentowali nad kapustą z grochem,
– dokładnie umyć płytki w łazienkach aż do uzyskania alpejskiej bieli,
– zamówić śnieżną pogodę, bo romantyzmu nigdy za wiele
– kupić seksowne pończochy – wiadomo, by nie zmarznąć 😉
– domurować murek (to już nie własnoręcznie),
– znaleźć zwykły suchy piernik w Krakowie (dziw na dziwy, ale niemożliwe!!!),
– wybrać się na wieczorek autorski (czemu on jest właśnie przed świętami?!?! co za szowinistyczne świnie nam, kobietom to robią…)
– zabrać dzieci do kina, na spacer, do domu dziecka?,
– przekazać znajomym drobne podarki,
– napisać testament (to akurat żart, tego jeszcze nie piszę),
– zajrzeć do nowej galerii,
– kupić dzieciom fajne gacie, sobie papcie,
– odebrać kalendarze, podziękować autorowi,
– spotkać się z przyjaciółkami na kawie
– wynaleźć lekarstwo na raka, albo chociaż na depresję, bo wszystkie choroby mają swoje źródło w stanie zapalnym, a stan zapalny to nic innego jak utrzymujący się stres i smutek…,
– napisać dla Was współczesną wersję Opowieści Wigilijnej,
– zmotywować na Nowy Rok i podpowiedzieć, jak sobie radzić w życiu i w ogóle z tym całym multitaskingiem…,
– przeczytać zaległy artykuł,
– obczaić ranking najbardziej wpływowych blogerów 2017, by wiedzieć kogo podglądać zazdrośnie i skrycie,
– namówić pewnego dziennikarza do współpracy,
– zachęcić 12 firm do ufundowania Wam Noworocznych prezentów,
– odczarować kolejnych 12 miesięcy, 
– wyspać się przed Sylwestrem, bo jak nie teraz, to kiedy?
– odebrać dziecko z koncertu
–  z urodzin…
–  i…

I przysięgam Wam, na Jezuska Malusieńkiego Jeszcze Nie Brodatego, myślałam, że z tym wszystkim zdążę!!! I zapierdzielałam jak szwajcarski zegarek, bo wychowanie w niemieckim ordnungu robi swoje z człowiekiem i na starość się tego nie zapomina!

Ale, gdy się rano obudziłam, to przypomniałam sobie małe mieszkanie w bloku, kompaktową choinkę, która musiała się zmieścić między wersalkę a meblościankę; wełnianą sukienkę w kratę koloru pomarańczowego, która zakładana była „od święta”; maleńkie buteleczki coli zdobywane cudem w czasach, gdy półki sklepowe świeciły pustkami i chowane przed moimi oczami do barku w zaułek za nalewkami z malin, porzeczek i wiśni; zapach zupy grzybowej; nierówność sianka pod obrusem; aromat piernika i bakalii; świeżo pieczonej ryby; dźwięk ciszy na całym osiedlu; wyglądanie pierwszej gwiazdki; magiczne płatki śniegu, który jakoś docierał wtedy na czas; wyludnione ulice i wszystkich, których dziś już nie ma, a byli… I byli uśmiechnięci!

I wiecie, co… Wykreśliłam z tej listy prawie wszystko. I wpisałam coś nowego – RADOŚĆ!!!

I tego Wam życzę, Kochani, z całego serca! Radości 🙂

Wasza odmieniona Pani Skrudż