Odchodzę, Kochanie…

Pamiętam każdą chwilę. I chociaż to boli, to tylko tyle czasem zostaje.

Pamiętam widok z okna w szpitalu… Był zaskakująco przyjemny – drzewa, łąki, spacerujący ludzie, słońce… Był tak zwodniczo uspokajający, przypominam go sobie i czuję mdłości… Tak bardzo nie pasował do tego, co nieodwołalne…

Pamiętam, że podświadomie zaczęłam nagrywać chwile… We własnej głowie, w pamięci… Inne formy nie wchodziły w grę, to by było zbyt melodramatyczne, zbyt oczywiste, zbyt brutalne: uśmiechnij się, to może być Twoje ostatnie zdjęcie, Mamo…

Gdy towarzyszysz komuś w „odchodzeniu”, to chcesz zapamiętać każdy, nawet najdrobniejszy, szczegół: ton głosu, zapach, ciepło i rysunek dłoni, nawet chropowatość, charakterystyczne spojrzenie, długość rzęs, kolor skóry, słońce za oknem, cień rzucony przez drzewa… Każdy szczegół… Nagrywasz te szczegóły i nagrywasz, bo tylko one zostają… W twojej głowie. Ale to musi wystarczyć… Musi wystarczyć na najbliższe lata. Na wieczność.  Tworzysz swój prywatny bank rezerw…

***

Po szpitalu było jeszcze kilka prób wracania do życia…

Próby jedzenia, wstawania, gimnastyka!, parę pytań, koncert gitarowy przy łóżku…

Nadeszła jednak noc, o toni zbyt głębokiej, by chcieć się w niej ponownie przeglądać…

Ale przyjść musiała.

***

Wiele osób mówi, że najważniejsze chwile ich życia, to te spędzone z bliską osobą, która po cichutku gaśnie, dzień po dniu…

Że ta wspólna droga ku śmierci, od której nie ma już odwrotu i każdy to wie, uczy zwyczajnego życia. Uczy szanować minuty za to, że są wspólne…

I chociaż brakuje mi godzin milczenia i nieporozumień, to już ich nie skradnę, bo ich nie ma…

„Odchodzę, Kochanie” nigdy nie padło, ale dźwięczy mi każdego roku w październikowym powietrzu… Zwłaszcza tak gorącym, jak tej jesieni…

Więc teraz odtwarzam… Z tego, co zostało…

Z hologramu ciepłej dłoni…

I wiem jedno, że nie warto odkładać życia na później.

Później może nigdy nie nadejść… 

« »

© 2019 Weekendaszek. Theme by Anders Norén.