Czy jesteśmy cywilizacją degeneratów, ciężkiej patologii i „totalnych popaprańców”? Czy może udzieliło już się nam globalne ocieplenie umysłów i żyjemy tylko od tragedii do tragedii, i od katastrofy do katastrofy?

Bo… po pierwsze – BÓJ SIĘ!?

Co mnie uderza w mediach od wielu lat, to kult strachu, który na potrzeby reklamy można by finezyjnie określić „Kulturą Zagrożenia”.

Jest źle, będzie jeszcze gorzej, oho!, dokręćmy śruby!, podkręćmy emocje!

Kolejny zamach, kolejny pijany kierowca, kolejny zboczeniec, kolejny damski bokser, kolejny skatowany pies… A jutro? Możesz być Ty!

Przy prawdziwym życiu rosyjska ruletka to dziecinna wyliczanka.

Cóż działa równie mocno, jak nieszczęście? Jak strach! Jak nienawiść!

Oh yeah!!!

No przecież nie SZCZĘŚCIE! Szczęście wzbudza zazdrość, a zazdrość to takie niskie uczucie, co innego z nieszczęściami i tu znów wracamy do strachu… Spirala…

Ktoś oglądał „Zabawy z bronią” Michaela Moore’a z 2002 roku? Regularnie sączony strach, poczucie zagrożenia serwowane rankiem ze szklanką mleka… Zakorzeniony lęk oznacza śmierć, metaforycznie i faktycznie.

Nie chcę się ocierać o banał, ale pytam, gdzie się zaszyli szczęśliwi ludzie? Wymarli (jeśli tak, to jak datują to historycy)? A może to wstydliwa przypadłość „być szczęśliwym”, skoro wkoło tyle nieszczęść? A może fajnie „być ofiarą”? Wyrafinowana odmiana masochizmu „tak mi źle, no i strach…”?

Obserwując życie swoje i innych zauważam, że szczęście to raczej wybór, to sposób odczuwania, reagowania, a nie faktyczny stan posiadania, czy spełniania się!… Znowu banał…

Wg hinduskiej legendy od szczęścia dzieli nas tylko 7 szczebli drabiny:

1. Szacunek do siebie

2. Wprowadzanie planów w życie

3. Wolność od zazdrości

4. Przebaczenie bez rozpamiętywania urazy

5. Nie przywłaszczanie czyjejś własności

6. Nie krzywdzenie

7. Praktykowanie wdzięczności.

I tyle. Recepta na szczęście – za darmo, dla każdego! Bez rozlewu krwi…

***

Dlaczego więc lęk, strach i „tragedie” są uczuciami bardziej medialnymi, albo wręcz dojrzałymi od radości, szczęścia i spełnienia?

Dan Gardner, kanadyjski dziennikarz i poszukiwacz odpowiedzi na trudne pytania, tłumaczy fenomen negatywności procesem ewolucji.

Psycholodzy ewolucyjni sugerują, że „efekt negatywności” jest zakorzeniony w tym, jak nasi przodkowie reagowali na informację: dobra wiadomość („Nie widzę żadnych lwów”) była miła, ale nie wymagała reakcji, podczas gdy zła wiadomość („lew!”) wymagała natychmiastowej uwagi. Jakiekolwiek jest jego pochodzenie, jego wszechobecność jest wyraźna. „Dobra wiadomość”, uważana za oksymoron w mediach, odzwierciedla naturę ludzką bardziej niż chciwość. (…)

Na zakończenie komentarz zaproszonych ekspertów.

Lena Domagała – filozofini i montażystka filmowa: 

W naszym kręgu kulturowym przeważa przekonanie, że cierpienie uszlachetnia. Nie tylko cierpiącego. Także obserwator, który współczuje i budzi w sobie chęć niesienia pomocy, czuje się lepszym człowiekiem.  Część faktycznie próbuje podjąć jakąś aktywność i włączyć się w akcję ratowniczą lub zbiórkę pieniędzy, mimo szczątkowej wiedzy na temat danego wydarzenia. Natomiast cudze szczęście wywołuje w nas najczęściej uczucie zazdrości, czasem zawiści. Jesteśmy je w stanie przyjąć tylko w postaci plotek ze świata celebrytów, których wykreowane życie codzienne znacznie odbiega od przeciętnego.

Cierpienie, tragiczne zdarzenia w mediach są rodzajem bajki dla dorosłych. Niczym baśnie Braci Grimm, przygotowują nas do trudnych chwil. Mają tę niewątpliwą zaletę, że zawsze dobrze się kończą: wystarczy wyłączyć nośnik informacji i poczuć, że panuje się nad sytuacją.    

dr Marcin Ryszkiewicz – geolog, ewolucjonista, filozof, popularyzator nauki i pisarz:

Kiedyś Stanisław Lem powiedział w rozmowie z Jackiem Żakowskim, że sukcesy różnych horrorów wynikają z naszego dziedzictwa ewolucyjnego jako gatunku drapieżnego, który w swych dziejach nurzał się we krwi i dziś te skrywane żądze realizuje oglądając z zachwytem obrazy kobiet „rozcinanych piłą tarczową” (to cytat). Odpisałem wtedy, że nasze ewolucyjne dziedzictwo jest dużo bogatsze – jest w nim też współpraca z innymi ludźmi, miłość rodzicielska, solidarność, a nawet altruizm. Bo kształtowały nas różne naciski ewolucyjne, często pochodzące z różnych okresów i nierzadko wzajemnie sprzeczne. Jesteśmy gatunkiem niebywale bogatym, niejednorodnym i zmieniającym się w czasie – w odpowiedzi Lemowi napisałem też, że Hunowie utożsamiani są z agresją i gwałtem, ale dam głowę, że ogromna większość z nich to byli ludzie spokojni i dobrze życzący drugiemu. Lęk, strach i tragedie są niewątpliwie medialne, ale równie medialne są ckliwe romanse, historie o przyjaźni i opowieści o ludziach ratujących innych z opresji. Nasza natura jest bardzo niejednoznaczna i jest z czego wybierać – jedni wybierają strach, inni wręcz przeciwnie.  

***

Wybór „bać, albo nie bać” zostawiam Wam.

Tylko proszę, nie mówcie, że lwy widać, jak ich nie widać…