Poniższym komentarzem narażę się wielu kobietom, w tym również moim koleżankom. Ale, Drogie Panie, jeśli nie chcecie być traktowane, jak kury, to się jak one nie zachowujcie…

W czym rzecz? Ano w akcji #jateż, inaczej #metoo, która zachęca do tagowania swojego profilu, jeśli się było molestowanym seksualnie.

Fakt – problem jest bardzo poważny, ale i bardzo delikatny. Jestem szczerze przekonana, że większość z nas padła ofiarą zachowania naruszającego godność osobistą (w mniejszym lub większym stopniu, co może nie mieć znaczenia, bo upokorzenie jest takie samo). Tylko, czy to oznacza, że  wszystkie mamy się „metoobować”?

Tu zapala się czerwona lampka „co robić”? Tagować się, czy nie? Bo, jak się otaguję, to wszyscy zaczną podejrzewać, że padłam ofiarą jakiegoś seksualnego zboczeńca i moja trauma jest głęboka niczym jezioro Bajkał, więc przy najbliższej towarzyskiej okazji doznam kompilacji pseudo-terapeutycznych napaści, próbujących odciążyć mnie z tego sekretu… Wiadomo też, że Ci, co najgłośniej krzyczą, traumy żadnej nie mają, bo w traumie się człowiek zamyka, bo zbyt boli, a nie macha swoją tragedią innym po oczach.

Natomiast, jeśli się nie otaguję, to wyjdę na kobietę zacofaną, uległą partnerowi, niesolidarną z innymi jajnikami, która nie myśli w duchu feministycznym, czym szkodzi przyszłości swoich córek, a, o czym nikt nie wspomina, również synów!… Jednak, co wydaje się jeszcze gorsze, wyjdę na kobietę NIEATRAKCYJNĄ i ASEKSUALNĄ,  której nikt, że tak powiem, nawet „kijem nie chciał trącić”… TAM…

Wulgarne – wiem.

A dylemat tragiczny, aczkolwiek prawdziwy…

Wybrałam nie tagować, bo nie tędy droga.

Piękne Panie i Przystojni Panowie!

Problemu nie rozwiąże się hasztagiem. Molestowanie też molestowaniu nie równe i uważam za dużą niezręczność wrzucanie do jednego worka dorosłych kobiet klepniętych przez „wiejskiego podrywacza” w tyłek (oj, dostanie mi się za to…) razem z dziećmi (nie tylko dziewczynkami!!!), które wykorzystywane seksualnie przeszły prawdziwe piekło!

Źle też wygląda manipulowanie odpowiedzialnością za molestowania, „kto jest temu winien?”. Niestety, winna jest po trochu tradycja, ze swym świętym patriarchatem (za to też mi się oberwie…), a trochę oczywisty brak skrupułów, kultury i wychowania, gdyż rola mężczyzny w społeczeństwie, sztucznie latami wzmacniana, owocuje patologią w kontaktach międzyludzkich. Cierpią – głównie kobiety. Ale takie podejście nie zapobiegnie kryzysowi. Skupiając się na podziale na winnych i ofiary nie budujemy dojrzałych, odpowiedzialnych i wyróżniających się wzajemnym szacunkiem, relacji. Mądre kobitki wiedzą, że mają prawo powiedzieć NIE, albo uciec (oczywiście, póki jeszcze mogą)… 

„Napada się” z braku szacunku i głupoty, a nie z powodu krótkiej kiecki. 

Dlatego zamiast uczestniczyć w wydmuszkowych akcjach, porozmawiajcie lepiej ze swoimi córkami, czy synami, póki jeszcze chcą Was słuchać i powiedzcie im ze swojego doświadczenia, w jaki sposób, ktoś może naruszyć ich godność, by w przyszłości wiedziały, jak reagować na trudną i nieprzyjemną sytuację, która, być może, nie będzie dla nich jeszcze całkowicie zrozumiała… I podpowiedzcie, czego sami nie powinni robić innym.

A na koniec mam swój hasztag.

#szacunek

I już.